[159] Pomoc przy zakupie.

MlodyM

Nowy
Rejestracja
Lut 7, 2018
Postów
7
Auto
Alfa Romeo 159 2.4 jtdm
Witam wszytkich bardzo serdecznie.
Przymierzam się do kupna Belli, ale niezbędna będzie mi pomoc kogoś kto ma i się zna, ewentualnie tylko zna.
Najlepiej jakby podłączył komputer i spojrzał swoim fachowym okiem na auto. Mam już konkretne ogłoszenie na oku. Teraz tylko kwestia tego czy ktoś miałby ochotę pofatygować się ze mną na oględziny auta.
Oczywiście nie ma nic za darmo, dogadajmy się.
 
Cześć,
Do takich zapytań sugeruję forum regionalne. Znajdują się one mniej więcej w 2/3 długości strony głównej forum.
 
Ale w takim razie będę musiał zakładać nowe posty w nowych regionach.
Ta konkretna Alfa jest w Warszawie. Nie wiem czy ją kupię, jeśli nie być może trzeba będzie szukać kogoś w innym rejonie. Ja jestem z centrum Polski będę dojeżdżać do różnych miejsc, a pomoc jest potrzebna ze wszytkich regionów Polski.
 
ale to jest forum techniczne, jak każdy będzie zakłał nowy temat o zakupie tu to będzie bajzel. jest wątek o pomocy przy zakupie nowego auta (pierwszy podwieszony na górze), mozna próbować tam, a jak nie to jak kolega wyżej napisał, na forach regionalnych pytać - i tak za każdym razem będziesz od nowa z inną osobą się umawiał jeśli będziesz oglądał parę alf w różnych lokalizacjach - raz możesz zadać pytanie w jednym regionie, innym razem w drugim itp. ja właśnie jak potrzebowałem obadać alfę z Białegostoku (a jestem z Bielska-B) to tam na forum podlaskim zapytałem i jeden z kolegów zaoferował pomoc i mi oszczędził podróży (auto miało niby 98tyś km a w kompie ECU 230tyś)
 
(auto miało niby 98tyś km a w kompie ECU 230tyś)

A tak swoją drogą, to to jest ciekawe zjawisko. Dawniej handlarz cofnąłby do 170 000 km, bo tyle oczekiwał klient. Klient wiedziałby, że cofnięty, bo wiadomo (każdy samochód ma tyle najechane), najwyżej by sprawdził ale i to nie. Zobaczyłby 230 000 km, machnął ręką, uznał że "eee tyle to jeszcze można" i fura by się sprzedała. Cofanie na wartości pięciocyfrowe to już szczególny rodzaj łajdactwa, bo takie pojazdy z reguły są znacznie droższe niż te z jedynką, a tym bardziej z dwójką z przodu. Usypia też czujność kupującego, który zakłada, że nikt nie byłby aż tak nieuczciwy, by zdjąć z blatu ponad 100 000 km i ustawić na wartość pięciocyfrową.
 
Przestańcie pisać, że "tego oczekiwał klient"
Handlarz cofa dla pieniędzy. Tylko i wyłącznie, a nie dla klienta.
 
Handlarz cofa dla pieniędzy. Tylko i wyłącznie, a nie dla klienta.

Chcesz powiedzieć, ze z każdym zdjętym kilometrem na konto handlarza wpływają jakieś pieniądze? Czy może wpłyną dopiero wtedy, jeśli sprzedawany pojazd spełni oczekiwania klienta?!
 
auto bylo 5 letnie, benzyna 2.2jts, mozna byli uwierzyć ze mialo 98tys, bo to i tak wiecej niz srednia dla bezyn. mimo ze auto wygladalo idealnie i jezdzilo dobrze to byl to selespeed a przy 230ts to juz duze ryzyko to brac.moze dlatego krecil?
 
Chcesz powiedzieć, ze z każdym zdjętym kilometrem na konto handlarza wpływają jakieś pieniądze? Czy może wpłyną dopiero wtedy, jeśli sprzedawany pojazd spełni oczekiwania klienta?!

nie o to chodzi, a o to że jedno i to samo auto z przebiegiem 270 tyś jest warta 15 tyś, a już z przebiegiem 170 tyś jest warte 20 tyś i w ten piękny sposób handlarzyna jednym ruchem dyma nas na piątala
 
Gdy kupowałem poprzedni samochód, taki z oryginalnym przebiegiem 180 000 km, kosztował mnie wyjściowo 4 300 euro. Za tyle udało się go odkupić od Holendra, który wystawił go za 5 000 euro. Ceny na zachodzie aut z przebiegami rzędu 150 - 200 tyś km to tak właśnie między 4 500 a 5 500 zł w tamtym okresie. Te z przebiegami dobijającymi do 300 000 km, kosztowały odpowiednio mniej... 2 500 - 3 000 euro. W Polsce te samochody wtedy oferowane były za 13 - 16 tys zł. Oczywiście każdy z nich miał przebieg 150-170 tys km. To był wtedy jeden z bardziej poszukiwanych modeli na rynku.
Handlarz oczywiście mógł uczciwie kupić samochód za 5 000 euro z przebiegiem 150 000 km, sprowadzić go, opłacić, przerejestrować, naprawić elementy koniecznie wymagające naprawy i wystawić z marżą. Tyle, że musiałby wziąć za ten samochód 25-27 tyś zł. Mógł też kupić taki z przebiegiem 300 000 km za 2 500 euro. Wtedy mógłby go wystawić za te 15-16 k zł. Tyle, że klienci w obu przypadkach zabiliby go śmiechem, bo OCZEKUJĄ samochodu do 15 000 zł z przebiegiem do 170 000 zł. A u niego na placu albo zajechane rzęchy ("kosmiczne" przebiegi), albo ceny z kosmosu. Tymczasem zarówno handlarz po sąsiedzku ma taki samochód (bo jest oszustem i przerobił przebieg), jak i sprzedający prywatnie również pozbędzie się za podobną cenę (bo drożej nie sprzeda, gdyż musi dostosować cenę do średniej rynkowej narzuconej przez handlarzy).

Oczywiście handlarze sami sobie zgotowali ten los, bo ktoś gdzieś kiedyś, w pewnym momencie, zdecydował, że zrobi klienta w balona i zamiast wytłumaczyć mu, że tak to mu tylko w Erze dopasują, wziął komputer i cofnął licznik, żeby klient był zadowolony.

Jakie jest nastawienie klientów, widać nawet po tym forum. Mam 20 000 zł, chcę niestarą 159 w full opcji, z 2.4 JTD Q4. Co powiecie o tym egzemplarzu z Radomia? Ba - on pojedzie do tego Radomia napalony jak arab na kurs pilotażu i będzie łykał te brednie o samochodzie używanym przez prawnika do jeżdżenia do kościoła, który kupiony został przez handlarza dla żony, ale jej się kolor nie podoba. O tym, że 3 000 um na mierniku lakieru to tylko likwidacja szkody parkingowej, a korekcje wtrysków wystrzelone w kosmos dlatego, bo akumulator był odpięty na noc. Przebieg oczywiście realny, bo skóra na fotelu nieprzetarta, a szwagier jak miał Passata to już miał przetartą, więc nawet jak cofany to niewiele. A tej wystawionej na forum to brał raczej nie będzie, bo może ona i fajna, ale nie chce "inwestować" w samochód więcej niż 20 000 zł. Klient ma oczekiwania? Handlarz je spełnia.
 
A kto tego nauczył klientów jak nie handlarze?
I oni nie zaczęli robić tego dla oczekiwań klienta, a dlatego, że skoro Pan X sprzedaje auto z przebiegiem XXX, to handlarz Y może skręcić przebieg z wartości 2xXXX do wartości XXX i wziąć większą kasę, i mieć większy zarobek przy niskim wkładzie własnym.
A teraz płaczą, że muszą kręcić, bo dobrego samochodu z realnym niskim przebiegiem za odpowiednio większą kasę nie sprzedadzą. Sami sobie zepsuli rynek, a przy okazji prywatnym sprzedawcom, którzy albo muszą sprzedawać taniej, bo przecież u handlarza taniej, a i przebieg niższy.

Wysłane z mojego Moto G (5S) Plus przy użyciu Tapatalka
 
nie tyle dyma nas co niektórzy daja się dymac sami ... bo tego chcą
 
Gdy kupowałem poprzedni samochód, taki z oryginalnym przebiegiem 180 000 km, kosztował mnie wyjściowo 4 300 euro. Za tyle udało się go odkupić od Holendra, który wystawił go za 5 000 euro. Ceny na zachodzie aut z przebiegami rzędu 150 - 200 tyś km to tak właśnie między 4 500 a 5 500 zł w tamtym okresie. Te z przebiegami dobijającymi do 300 000 km, kosztowały odpowiednio mniej... 2 500 - 3 000 euro. W Polsce te samochody wtedy oferowane były za 13 - 16 tys zł. Oczywiście każdy z nich miał przebieg 150-170 tys km. To był wtedy jeden z bardziej poszukiwanych modeli na rynku.
Handlarz oczywiście mógł uczciwie kupić samochód za 5 000 euro z przebiegiem 150 000 km, sprowadzić go, opłacić, przerejestrować, naprawić elementy koniecznie wymagające naprawy i wystawić z marżą. Tyle, że musiałby wziąć za ten samochód 25-27 tyś zł. Mógł też kupić taki z przebiegiem 300 000 km za 2 500 euro. Wtedy mógłby go wystawić za te 15-16 k zł. Tyle, że klienci w obu przypadkach zabiliby go śmiechem, bo OCZEKUJĄ samochodu do 15 000 zł z przebiegiem do 170 000 zł. A u niego na placu albo zajechane rzęchy ("kosmiczne" przebiegi), albo ceny z kosmosu. Tymczasem zarówno handlarz po sąsiedzku ma taki samochód (bo jest oszustem i przerobił przebieg), jak i sprzedający prywatnie również pozbędzie się za podobną cenę (bo drożej nie sprzeda, gdyż musi dostosować cenę do średniej rynkowej narzuconej przez handlarzy).

Oczywiście handlarze sami sobie zgotowali ten los, bo ktoś gdzieś kiedyś, w pewnym momencie, zdecydował, że zrobi klienta w balona i zamiast wytłumaczyć mu, że tak to mu tylko w Erze dopasują, wziął komputer i cofnął licznik, żeby klient był zadowolony.

Jakie jest nastawienie klientów, widać nawet po tym forum. Mam 20 000 zł, chcę niestarą 159 w full opcji, z 2.4 JTD Q4. Co powiecie o tym egzemplarzu z Radomia? Ba - on pojedzie do tego Radomia napalony jak arab na kurs pilotażu i będzie łykał te brednie o samochodzie używanym przez prawnika do jeżdżenia do kościoła, który kupiony został przez handlarza dla żony, ale jej się kolor nie podoba. O tym, że 3 000 um na mierniku lakieru to tylko likwidacja szkody parkingowej, a korekcje wtrysków wystrzelone w kosmos dlatego, bo akumulator był odpięty na noc. Przebieg oczywiście realny, bo skóra na fotelu nieprzetarta, a szwagier jak miał Passata to już miał przetartą, więc nawet jak cofany to niewiele. A tej wystawionej na forum to brał raczej nie będzie, bo może ona i fajna, ale nie chce "inwestować" w samochód więcej niż 20 000 zł. Klient ma oczekiwania? Handlarz je spełnia.

A ta wystawiona na forum to z kad pochodzi? 90 procent aut na rynku to auta od handlarzy.
Ilu forumowiczów kupiło auta na zachodzie samemu od prywatnego właściciela?
A praktyka pokazała jakie to igły mają na forum koledzy alfaholicy. Wypolerowany lakier z woskiem i magiczne gowno dolane do oleju. A mechanicznie jeden poziom z tymi autami od handlarzy. Do tego cena odpowiednio wyzsza bo od alfaholika.
 
mechanicznie jeden poziom z tymi autami od handlarzy. Do tego cena odpowiednio wyzsza bo od alfaholika.
Patrzysz przez pryzmat kilku przypadków, w których tak naprawdę do końca nie wiadomo jak było. Każde auto trzeba sprawdzić przed zakupem i to powinna być reguła. W każdym stadzie jest jakaś czarna owca.
 
A praktyka pokazała jakie to igły mają na forum koledzy alfaholicy

A kim są ci alfoholicy? :D
Ziomek X kupuje sobie najtańszą na rynku Alfę 159 bo jest ładna i tańsza od BMW. Następnie dokupuje klubowe ramki na tablicę rejestracyjną + klubowe dywaniki. Potem zakłada temat w stylu "moja bella" i chwali się fotkami. Jak potrafi je robić w temacie pojawiają się kolejne strony komentarzy, a jak zakłada forumowy zestaw tuningowy (gleba, fela, dokładeczka na zderzak, chip tuning) dostaje +50 do zajebistości. I nagle robi sie z niego wielki alfoholik tylko dlatego, bo chciał dorobić sobie fajną teorię do zakupionego auta.
Dla mnie alfoholik kojarzy się z odpowiednim poziomem kultury mechanicznej. A tutaj? Zostałem wyśmiany jak powiedziałem, ze kupiłem oryginalną część zamiast taniego zamiennika z Aliexpress... Cały ten "alfoholizm" to jedynie utożsamianie się z daną grupą osób poprzez dokupienie jakichś klubowych gadżetów. I nic więcej. Jak te auta mają być lepsze od szrotu oferowanego przez handlarzy, skoro są kupowane od handlarzy, a następnie przez lata drutowane po taniości?!

Popatrz na tematy z prośbami o ocenę kupna. Jak dużo jest próśb o sprawdzenia auta wystawionego za 35-40-45 tys zł? Prawie wcale. Za to ciągły zalew ogłoszeń w stylu 2.4 JTD Q4 z full opcją i przebiegiem 90 000 km za 14 000 zł od handlarzy... "elo panowie, warto brać, czy nie warto? Bo szukam takiej budżet max 15 000 zł". I ktoś odpowiada: "nie warto, bo nie ma nalepki Giugiaro na lewym błotniku" :D

może skręcić przebieg z wartości 2xXXX do wartości XXX i wziąć większą kasę

Mylisz się. Jak ktoś chce mieć samochód z przebiegiem do 150 000 km, to tylko taki kupi i nie pójdzie na układ "zapłacę o połowę mniej za 300 000 km".
A rynek to rynek. Tworzą go zarówno nieuczciwi handlarze jak i klienci oczekujący cudów.
 
A praktyka pokazała jakie to igły mają na forum koledzy alfaholicy

A kim są ci alfoholicy? :D
Ziomek X kupuje sobie najtańszą na rynku Alfę 159 bo jest ładna i tańsza od BMW. Następnie dokupuje klubowe ramki na tablicę rejestracyjną + klubowe dywaniki. Potem zakłada temat w stylu "moja bella" i chwali się fotkami. Jak potrafi je robić w temacie pojawiają się kolejne strony komentarzy, a jak zakłada forumowy zestaw tuningowy (gleba, fela, dokładeczka na zderzak, chip tuning) dostaje +50 do zajebistości. I nagle robi sie z niego wielki alfoholik tylko dlatego, bo chciał dorobić sobie fajną teorię do zakupionego auta.
Dla mnie alfoholik kojarzy się z odpowiednim poziomem kultury mechanicznej. A tutaj? Zostałem wyśmiany jak powiedziałem, ze kupiłem oryginalną część zamiast taniego zamiennika z Aliexpress... Cały ten "alfoholizm" to jedynie utożsamianie się z daną grupą osób poprzez dokupienie jakichś klubowych gadżetów. I nic więcej. Jak te auta mają być lepsze od szrotu oferowanego przez handlarzy, skoro są kupowane od handlarzy, a następnie przez lata drutowane po taniości?!

Popatrz na tematy z prośbami o ocenę kupna. Jak dużo jest próśb o sprawdzenia auta wystawionego za 35-40-45 tys zł? Prawie wcale. Za to ciągły zalew ogłoszeń w stylu 2.4 JTD Q4 z full opcją i przebiegiem 90 000 km za 14 000 zł od handlarzy... "elo panowie, warto brać, czy nie warto? Bo szukam takiej budżet max 15 000 zł". I ktoś odpowiada: "nie warto, bo nie ma nalepki Giugiaro na lewym błotniku" :D

może skręcić przebieg z wartości 2xXXX do wartości XXX i wziąć większą kasę

Mylisz się. Jak ktoś chce mieć samochód z przebiegiem do 150 000 km, to tylko taki kupi i nie pójdzie na układ "zapłacę o połowę mniej za 300 000 km".
A rynek to rynek. Tworzą go zarówno nieuczciwi handlarze jak i klienci oczekujący cudów.
 
A kim są ci alfoholicy? :D
Ziomek X kupuje sobie najtańszą na rynku Alfę 159 bo jest ładna i tańsza od BMW. Następnie dokupuje klubowe ramki na tablicę rejestracyjną + klubowe dywaniki. Potem zakłada temat w stylu "moja bella" i chwali się fotkami. Jak potrafi je robić w temacie pojawiają się kolejne strony komentarzy, a jak zakłada forumowy zestaw tuningowy (gleba, fela, dokładeczka na zderzak, chip tuning) dostaje +50 do zajebistości. I nagle robi sie z niego wielki alfoholik tylko dlatego, bo chciał dorobić sobie fajną teorię do zakupionego auta.
Dla mnie alfoholik kojarzy się z odpowiednim poziomem kultury mechanicznej. A tutaj? Zostałem wyśmiany jak powiedziałem, ze kupiłem oryginalną część zamiast taniego zamiennika z Aliexpress... Cały ten "alfoholizm" to jedynie utożsamianie się z daną grupą osób poprzez dokupienie jakichś klubowych gadżetów. I nic więcej. Jak te auta mają być lepsze od szrotu oferowanego przez handlarzy, skoro są kupowane od handlarzy, a następnie przez lata drutowane po taniości?!

Popatrz na tematy z prośbami o ocenę kupna. Jak dużo jest próśb o sprawdzenia auta wystawionego za 35-40-45 tys zł? Prawie wcale. Za to ciągły zalew ogłoszeń w stylu 2.4 JTD Q4 z full opcją i przebiegiem 90 000 km za 14 000 zł od handlarzy... "elo panowie, warto brać, czy nie warto? Bo szukam takiej budżet max 15 000 zł". I ktoś odpowiada: "nie warto, bo nie ma nalepki Giugiaro na lewym błotniku" :D
...smutne ale niestety taka prawda.:(
 
Amortyzatory
Powrót
Góra