Zamierzam kupić alfę, czy warto? zapraszam do dyskusji

co wy narzekacie na alfy albo kupiliście od handlarzy którzy kupowali perełki za 300 ojro i sprzedawali w pl za grube miliony ...pracowałem na myjni i widziałem dużo aut takich własnie perełek,
jak się dba o auto tak się ma...w poprzedniej 156 na start zmieniłem wszystko co jej dolegało tj wiadomo rozrząd do tego świece filtry i co ponad rok czasu i nic...a wahacze? jeden od razu wiedziałem ze trzeba zmienić a po roku 2 strona tez góra się odezwała bo gumka na nim pękła, w obecnej musiałem na start wymienić przepływomierz, wywalić kata bo był zawalony, zaślepiłem egr i wyczyściłem czujnik doładowania i jedna poduszka silnika ta górna po lewo i wsio tylko ze tu auto pełen serwis z fv w de i wiem co i kiedy było wymieniane i kiedy muszę np rozrząd teraz znów zmienić i kiedy i co było np dokładane np moje czujniki parkowania na które mam fv i montaż w aso alfy ale takich aut jest naprawdę bardzo mało i ciężko znaleźć ja jeździłem 1rok i 3 mc niebieska aż trafiłem na ta własnie sztukę, tylko ja jak pisałem miałem określone wymagania 2.4 kombi pollift
 
Andrzej Ty to jesteś maruda jakich mało. Każde stare auto się może zepsuć, kolega ma mały budżet to co mu niby zaproponujesz w tych pieniądzach na trasy? Jakieś auto segmentu A, byle nowsze? Nie bądź śmieszny! Za te pieniądze kupi albo toczydło do miasta, a sam pisze, że po mieście jeździ rowerem, albo o wiele starsze auto innych marek. I niby one nie zepsuja się przez 6 lat? Lepiej wziąć stosunkowo młodą 156 z jakimś mało problematycznym dieslem np. 1,9 8v niż dwa razy starszego niemca w tych samych pieniądzach. Ja postanowiłem dac szansę benzynowej alfie i się sparzyłem, żałuję że nie wziąłem jtd bo to świetne silniki a jts to problematyczny szajs i wrogowi nie polecę. Reszta części do 156 to śmieszne pieniądze, jak samemu podłubie to już w ogóle tym autem można jeździć za pół darmo. Problematyczne zawieszenie? Cały komplet wahaczy na przód to 600zł a wymiana to jeden wieczór przy piwku w garażu. Po kilku latach oddawania aut do mechaników ostatnie kilka napraw zrobiłem sam i wyszło śmiesznie tanio. Ponadto nie każdy przelicza wszystko na czas i pieniądze, są też osoby, które poprostu lubią motoryzację a alfy należą do tych aut, ktore dają radość z jazdy. Dla dupoprzemieszczaczy faktycznie lepsza jest skoda. Alfy mają minusy i drugie tyle plusów. Kolega pisze, że może przeznaczyć 500zł miesięcznie na naprawy, myślę że to spokojnie wystarczy na przyjemną eksploatację alfy na dobrych częściach. A co do gnijacej podłogi to od purchla do wypadniecia przez podłogę na asfalt to mija kilka lat zaniedbań. Jak kupi teraz zdrową to przez 6 lat auto wytrzyma. A że straci na wartosci? Pokaż mi inne auto kilkunastoletnie, które za 6 lat będzie warte wiecej niz 2-3 tysiące. Im droższe kupi tym więcej straci...

Wysłane z mojego CAM-L21 przy użyciu Tapatalka
 
Andrzej Ty to jesteś maruda jakich mało. Każde stare auto się może zepsuć, kolega ma mały budżet to co mu niby zaproponujesz w tych pieniądzach na trasy? Jakieś auto segmentu A, byle nowsze? Nie bądź śmieszny! Za te pieniądze kupi albo toczydło do miasta, a sam pisze, że po mieście jeździ rowerem, albo o wiele starsze auto innych marek. I niby one nie zepsuja się przez 6 lat? Lepiej wziąć stosunkowo młodą 156 z jakimś mało problematycznym dieslem np. 1,9 8v niż dwa razy starszego niemca w tych samych pieniądzach. Ja postanowiłem dac szansę benzynowej alfie i się sparzyłem, żałuję że nie wziąłem jtd bo to świetne silniki a jts to problematyczny szajs i wrogowi nie polecę. Reszta części do 156 to śmieszne pieniądze, jak samemu podłubie to już w ogóle tym autem można jeździć za pół darmo. Problematyczne zawieszenie? Cały komplet wahaczy na przód to 600zł a wymiana to jeden wieczór przy piwku w garażu. Po kilku latach oddawania aut do mechaników ostatnie kilka napraw zrobiłem sam i wyszło śmiesznie tanio. Ponadto nie każdy przelicza wszystko na czas i pieniądze, są też osoby, które poprostu lubią motoryzację a alfy należą do tych aut, ktore dają radość z jazdy. Dla dupoprzemieszczaczy faktycznie lepsza jest skoda. Alfy mają minusy i drugie tyle plusów. Kolega pisze, że może przeznaczyć 500zł miesięcznie na naprawy, myślę że to spokojnie wystarczy na przyjemną eksploatację alfy na dobrych częściach. A co do gnijacej podłogi to od purchla do wypadniecia przez podłogę na asfalt to mija kilka lat zaniedbań. Jak kupi teraz zdrową to przez 6 lat auto wytrzyma. A że straci na wartosci? Pokaż mi inne auto kilkunastoletnie, które za 6 lat będzie warte wiecej niz 2-3 tysiące. Im droższe kupi tym więcej straci...

Mądrego to aż miło posłuchać :top:
 
Panowie, teraz to brzmi jak forum miłośników Alf :). W zasadzie też wydaje mi się, że alfa z silnikiem jtd która będzie odpowiednio utrzymana może być naprawdę dobrym samochodem i przy odrobinie czułości odwdzięczy się na swój, charakterystyczny dla Alfy sposób.Bo skoro jednostki napędowe uchodzą za jedne z najlepszych, to co innego może sprawić, że autko się rozkraczy ? Zawieszenie czy elektronika z reguły nie padają natychmiast tylko dają o sobie znać już wcześniej... Poprawcie mnie jeśli się mylę.

A z tym podróżowaniem też bym nie przesadzał, nie będę Alfą zwiedzał świata tylko w sezonie wyjazd wakacyjny, czasem jakiś festiwal i pewnie kilka razy w roku wyjazd w góry do bikeparku. Prognozuję coś w przedziale 5-10tys km rocznie (bliżej 5) więc samochód nie będzie jakoś mocno eksploatowany. Poza tym na chwilę obecną dysponuje parkingiem podziemnym więc auto będzie garażowane. Oczywiście Alfę kupię tylko pod warunkiem, że egzemplarz będzie tego wart, i dokładnie go sprawdzę uwzględniając jego wiek i typowe bolączki. Jeśli takiej nie znajdę, dopiero wtedy będę się zastanawiał co dalej. Pozdrawiam.
 
Jeżeli chcesz mieć problem w najgorszym momencie to kup 156. Ten wóz, podobnie jak każdy inny w tym wieku będzie się sypał bo musi. Entropii nie oszukasz. Będziesz miał frajdę z jazdy, radochę z posiadania wyjątkowego wzorniczo samochodu - bo mechanicznie to wóz jak każdy inny. I niefunkcjonalną skarbonkę bez dna która w ostatecznym rozrachunku odda Ci po tych sześciu latach tyle, ile akurat będzie kosztował kilogram samochodowego złomu. Nerwów i straconego czasu nie odda.

Jeżeli chcesz mieć święty sposób to posiadaną kasę zużyj jako wpłatę własną, a przewidywane parę stówek na koszta serwisowe w ratę za nowy samochód w rodzaju Fiata Tipo czy 500L. Koniec końców podziękujesz sam sobie bo po 6 latach zostaniesz z samochodem którego historię znasz, który od samego początku będzie w stanie zrobić dla Ciebie wszystko i który pewnie drugie 6 lat spokojnie przejeździ. A jak będziesz miał nadmiar gotówki to będziesz mógł kupić sobie upragnioną 156 jako drugi samochód który będziesz mógł zaparkować na 2 miesiące nad kanałem i powoli ogarniać co cieknie skąd i dlaczego.
 
Jersey, a co z kosztami serwisów gwarancyjnych? Co z droższym OC i wymogiem posiadania AC? Czy wartość nowego samochodu nie spadnie przez pierwsze 3-4lata nawet o połowę? Co jeśli jakiś nieogar wjedzie we mnie na skrzyżowaniu? Co jeśli stracę pracę lub zachoruję?

Chyba, że mówimy o hyundaiu i10.

Napisz mi co o tym sądzisz, masz z zakupem nowego auta jakieś doświadczenie? W sumie nie brałem pod uwagę takiej opcji. Ale wydaje mi się że nie bardzo jest to możliwe w mojej sytuacji.
 
Z zakupem nowego auta mam doświadczenie. Zanim wszedłem w Alfy jeździłem 14 lat(!) samochodem kupionym z salonu, miałem w tym czasie parę różnych wozów używanych które kupowałem dla frajdy albo z potrzeby - w rodzaju Fiata HGT do zabawy, czy Vectry Kombi do taskania ładunków na budowę daczy na działce. Nigdy nie żałowałem, że kupiłem nowy samochód mimo że często trzeba było ściskać mocno poślady żeby znaleźć kasę na opłaty czy przegląd gwarancyjny (kupiłem za gotówkę, nie na raty więc to odpadało).

Teraz jeżdżę od dwóch lat Alfą 166 i żałuję że ją kupiłem. Po części moje podejście do samochodu ma tutaj znaczenie - wóz musi być tak doskonały technicznie jak to możliwe. Zawierzam mu życie swoje (pal diabli), pasażerów i innych użytkowników. Więc tanio nie jest. Ale stać mnie. Tylko, jak pisałem wcześniej i pisał Andrzejsr - to zajmuje czas i zżera nerwy jak coś nagle niespodziewanie klęknie. Ujeżdżał bym taki wóz przez kolejne 15 lat - przez ten czas ty 3x kupowałbyś używki. Na każdą wydając 10-15 tysięcy + 500 miesięcznie na naprawy + koszt OC i paliwa. Używane samochody są tanie tylko w chwili zakupu. I drogie w długim okresie czasu. Problemem są ceny nowych i to czy chcesz/nie boisz się wejść w raty. Na to pytanie musisz sam sobie odpowiedzieć.

Co do kosztów - owszem, ubezpieczenie musisz doliczyć, podobnie jak przeglądy. Utrata wartości, jeżeli nie planujesz sprzedać wozu tylko jeździć nim dopóki się da nie ma znaczenia. A tylko przy takim założeniu kupno nowego auta ma sens. Choroba czy utrata pracy mogą zdarzyć się zawsze - nowy wóz możesz sprzedać i spłacać raty mając przy okazji poduszkę finansową do czasu gdy się odkujesz. Od nieogarów na skrzyżowaniu masz AC, a od własnej głupoty to już nic Cię nie uchroni :P

Ew. możesz spróbować wynajmu. Fiat tutaj odpada, ale jeżeli nie chcesz mieć samochodu na dużywocie to możesz pożyczyć na rok czy dwa i płacić około 500 złotych miesięcznie za coś pokroju Golfa.
 
Baroro nie gadaj z jerseyem bo to gość który który wsadził ,nie wiem ze 30 tysięcy w starą alfe a i tak wiecznie coś nowego w niej wymaga kolejnej kasy.

Ja chyba we wszystkie 6 alf ,a zaryzykuje że we wszystkie swoje 13 aut nie wpompowalem tyle pieniędzy.
Jersey i Andrzej głównie narzekają tylko z nieznanych przyczyn ciągle jeżdżą tymi autami.

500 zlotych za coś pokroju golfa? Ciekawe gdzie ,Cyba przy wplacie wlasnej na poziomie 50 procent.
 
Z jednej strony zgadzam się z Tobą, z drugiej natomiast, raty o których rozmawiamy raczej będą wyższe niż 500zł miesięcznie, zakładając 15tys zł wkładu własnego i kredyt na powiedzmy 4lata z samochodem za 60tys to już jest 940zł nie uwzględniając kosztu kredytu OC,AC, serwisów gwarancyjnych. Drugi komplet kół czy chociaż by opon też trzeba zakupić, jeśli ktoś w Ciebie wjedzie i ubezpieczyciel naprawi samochód, i tak zostajesz z samochodem po kolizji. Dochodzi jeszcze możliwość kradzieży. Jest wiele plusów i minusów... Samochód nowy napewno jest świetnym rozwiązaniem i dodatkowo daje poczucie pewnej satysfakcji, ale jest to dobre dla ludzi którzy finansowo mogą sobie na to pozwolić. Ja osobiście zarabiam całkiem nieźle, ale planując zakup mieszkania jednocześnie wynajmując inne oraz dodatkowo realizując swoje (niestety dosyć kosztowne) hobby, nie czuję się na siłach na zakup auta z salonu.

Wychodzę z założenia, że jeśli odpowiednio zadbamy o auto używane i dobrze znamy jego stan, nie musimy się obawiać, że stanie gdzieś w polu. Tak jak już wcześniej wspominałem, brat kupił stillo 2002 1.8 za 7700zl, odrazu włożył 5 tys, i już drugi lub trzeci rok jeździ bezawaryjnie, a był nim we Włoszech i użytkuje go dosyć intensywnie(stilo też nie uchodzi za samochód bezawaryjny-zwłaszcza z tym silnikiem).

Zawsze zadziwiało mnie to, jak sceptycznie ludzie na forach i wszelakich artykułach w internecie narzekają na samochody używane, podczas gdy w realnym życiu dookoła mnie mało kogo stać na nówki i wszyscy z powodzeniem jeżdżą używkami. Jeden przykład kumpla który kupił stilo 1.4 i zamierzał tylko lać paliwo i jeździć, co poskutkowało zerwaniem rozrządu po roku jazdy i zniszczeniem silnika. On oczywiście sam jest sobie winny. Pozdrawiam:)
 
Połowa tego to blacharka i lakierowanie, część drugiej połowy to moje inne zachcianki - np. wymiana całego zawieszenia mimo że nie musiałem tego robić, mogłem wstawić tylko nowe amortyzatory. Na faktyczne naprawy bo coś padło to aż tyle kasy nie poszło wbrew pozorom i mojemu marudzeniu. Poza tym jak pisałem - stać mnie i nie żałuję wydanej kasy. Żałuję czasu i nerwów które musiałem "wydać" żeby doprowadzić 166 do stanu w jakim jest teraz i tego, że zazwyczaj jak coś pada, to w najmniej odpowiednim momencie. Wóz kupiony w salonie jeździł 12 lat zanim zaczęło się w nim coś psuć. Przez ten czas nawet specjalnie o niego nie dbałem. Może rzecz jasna być odwrotnie bo nie wiadomo na jakiego bubla się trafi.

Leasing Easy Drive - VW Polo w bazowej wersji na przy wpłacie 25% (10000) to 280 złotych miesięcznie na 3 lata. Po 3 latach masz do spłaty 20000, możesz oddać wóz, wziąć kolejny albo spłacić te 20 tysi i zatrzymać Polówkę. Golf jak się nie będzie szaleć z wyposażeniem wyjdzie właśnie koło 500 miesięcznie. Wszystko zależy od tego jak bardzo ma się ciśnienie na luksusy w samochodzie i jakiej wielkości wóz się potrzebuje. Jak chcesz 156 na 6 lat to dużego samochodu nie potrzebujesz bo 156 jest mało ustawne chociaż sama buda spora.
 
Ostatnia edycja:
Mówisz o leasingu a nie kredycie, sam widzisz że po 3 latach trzeba wydać 20tys na wykup lub wiązać się kolejną umową.
 
Wynajem/leasing konsumencki i wszystkie opłaty z nim zwiazane powodują że zawsze wyjdzie drożej od użytkowania auta używanego choćby nie wiem jak awaryjne było.
Jest tylko satysfakcja że jest nowe,przez rok nie będzie trzeszczec i tyle.

A co do tego czy auto pojezdzi jeszcze x lat.
Nikt tego wiedzieć nie może. Ja w alfach siedzę na tyle długo że pamiętam czasy jak sie mówiło że 156 "nie bita ,nie gnije" ;)
Więc co bedzie z nimi za x lat ,tego nie wie nikt.
 
Ostatnia edycja:
...W zasadzie też wydaje mi się, że alfa z silnikiem jtd która będzie odpowiednio utrzymana może być naprawdę dobrym samochodem i przy odrobinie czułości odwdzięczy się na swój, charakterystyczny dla Alfy sposób.Bo skoro jednostki napędowe uchodzą za jedne z najlepszych, to co innego może sprawić, że autko się rozkraczy ? Zawieszenie czy elektronika z reguły nie padają natychmiast tylko dają o sobie znać już wcześniej... Poprawcie mnie jeśli się mylę. ...


Nie masz innego wyjścia , tylko samemu sprawdzić co tam los przyniesie :) Nie umrzesz od tego, więc próbuj ! (no chyba że typowo dla 156 strzeli tylna sprężyna rozwalając tylną oponę, ale jakimś trafem w większości przypadków to się dzieje przy niskich prędkościach, skubańcy sprytnie to zaprojektowali że jednak nie zabija :) )


Wszystko zostało napisane, masz głosy odnoszące się do tematu, masz odnoszące się do osoby, a nie tematu marnie próbujące na tą osobę przenieść uwagę czy przyczyny minusów 156, zdecyduj które jak wartościujesz. Głosy kogoś z kilkusettysięcznym doświadczeniem użytkowania 156 od nowości, oraz takich z jedno czy kilkuletnim kolejnych egzemplarzy, głosy za nowym choćby i seg A (nie pojmuję jaka to niby ujma vs nastoletnie rozjechane auto, chyba przy tym drugim raczej), jak i za starym i zmianami co rok / dwa na kolejne stare itd. Każdy ma swoje uzasadnienia i racje. I inne warunki i potrzeby.

I powtarza się ten temat 156 co rusz, z tym że teraz, teraz to już naprawdę b leciwe auta. Co widać po ich ubywaniu stopniowym z ulic, czy przenoszeniem na biedniejsze tereny kraju.

To już nie 5cio latek, a bliżej 15to, z wszelkimi konsekwencjami użytkowymi, i jego zużycia, a jednocześnie zalet klasyka czy nawet youngtimera nie ma, może poza 156 GTA

I OCZYWIŚCIE : Boni się 156tka mimo tych lat kilkoma sprawami - świetną, ponadczasową stylistyką (nic z końcówki lat 90tych, z aut cywilnych tak dobrze próby czasu w sensie stylistyki nie przetrwało, na swe czasy wyróżniającego się i nie nudzącego przez lata designe'u w tym wnętrza, a przypadku FL z wnętrzem wciąż świeżym), broni się przyjemnym, banalnie łatwym prowadzeniem, przyjemnym dla kierowcy ukł kierowniczym (z jego wadami przy parkowaniu, ale to już pal sześć) , oraz charakterem silnika w przypadku Vki - wręcz wyjątkowym i w ogóle w tej klasie cenowej niespotykanym po prostu i nie mającym w tej klasie (powtarzam cenowej zakupu, bo z prawidłowym serwisowaniem już nie tak różowo może być) żadnej konkurencji.
Broni się też w pewien sposób (dla potrzebujących tanich dużych przebiegów ) - motorem ze znaczkiem JTD, ponoć ich bezawaryjnością ( osobiście nie wiem, nie lubię klekotu o poranku i przedwczesnego kończenia, więc się nie wypowiem, lub wypowiem nieobiektywnie. Zresztą to akurat już zdecydowałeś to nie ma co tu dyskutować .
 
Drogi Andrzeju, długi czas nie interesowałem się ostatnimi czasy motoryzacją bo i nie miałem takiej potrzeby. Teraz kiedy staję przed potrzebą zakupienia samochodu temat powrócił i od dłuższego czasu obserwuję rynek oraz to co widzę na ulicach. Jako, że pracuję i mieszkam w Warszawie (nie jestem ze stolicy, trzyma mnie tu w zasadzie tylko dobra praca i moja druga połówka. Nie jestem z tego dumny ani się tego nie wstydzę... piszę o tym tylko dlatego, że jest to istotne z motoryzacyjnego punktu widzenia dla tego posta) widzę, że ludzie jeżdżą nowymi wychuchanymi salonowymi Audi, Bmw, Porsche, Toyoty i Lexusy. Ale gdy tylko wyjedzie się 20-30km dalej to z ulic znikają prestiżowe marki na rzecz właśnie 10-15latków. Nie wiem czy jest to domena tylko tego miasta czy też w innych większych miastach wygląda to podobnie. W każdym razie, mieszkając od 7 lat w Warszawie, widzę jak przykre jest życie większości zgromadzonych tu ludzi któży biorą auta w leasing i kredyty próbując udowodnić sobie i innym "że ich stać". Ja tego nie potrzebuję. Auto ma się podobać mi, a nie moim znajomym czy sąsiom.90% moich znajomych z liceum (mam w tym momencie 26lat, dużo czy mało-oceń sam) jeździ autami starszymi niz 15lat (nie ważne czy ktoś zarabia 2.5tys zl czy 6tys zł). Czy z takiego punktu widzenia możliwe jest abym był w stanie stwierdzić, że używane auta w tym wieku są be i należy ich unikać jak ognia? Czy jestem w związku z tym skazany na salonowe auto i jak Jersey okreslił "zaciskanie pośladów" żeby je spłacić? Nie ulega żadnej wątpliwośći, że rynek używek w Polsce to patologia a Polska jest "śmietnikiem Europy" i trzeba mieć oczy nawet w pupce żeby nie dać się wbić na minę. Ale to nie sprawia że ja jako prawy obywatel muszę albo kupić nówkę funkiel nie śmiganą a jak mnie nie stać to jeźdźić na wakacje pociągiem albo hukajnogą.

Czy mógł by się ktoś jeszcze odnieść do pękających sprężyn? Zdanie jednej osoby (z całym szacunkiem dla Ciebie Andrzeju, cieszy mnie Twój udział w dyskusji) jest zbyt słabą próbą, aby móc wysnuć daleko idące wniąski.

Pozdrawiam :)
 
To nie sprężyna pęka tylko kielich co ją trzyma rdzewieje i wtedy opada na oponę. Tak jest to zmora 156 SW tylko nie wiem jak jest w pełnym po lifcie czy tego nie po prawili. Ale moim zdaniem wystarczy to kontrolować raz na pół roku i w razie czego po prostu interweniować.
Aha i to dotyczy oryginalnych tylnych amortyzatorów Novitec które mają przeszło 10 lat, także... :)
 
Pękające sprężyny, a w zasadzie talerzyki amortyzatorów je podtrzymujące to reguła w 147/156/GT. Chyba ze były zmienione (a amory w tych autach akurat potrafią je przeżyć jak nie oberwały), niektórzy wiercą dziurki w tych talerzykach, ale na dłużej guzik to da bo i tak się zapcha. Nic po lifcie nie poprawili, moje obie FL oberwały talerzyki. Konserwowana trochę później.

Co do napinania pośladów żeby utrzymywać / spłacać auto to oczywista głupota, żeby dosadniej nie nazwać, chyba nie ma tu w ogóle pola do dyskusji. To jest oczywistość, że wydatki na samochód powinny być jakimśtam , nie wpływającym na ogólny budżet procentem, chyba że to auto zarabia na siebie.
Wspominany leasing przy kliencie nie płacącym VAT czy aucie w cenie poniżej 150tys jest swoją drogą b wątpliwy ekonomicznie versus kredyt, dodając masę ograniczeń - tego nie wolno, o to pytać, itd., auto nie jest nasze itd. Tu w ogóle nie o tym mowa.

Chodzi o to, że stare auto jest stare. I to banalne stwierdzenie ma swoje niebanalne konsekwencje w codzienności z nim.

Widzisz wokół jeżdżące bo je widać, popsute stoją dniami/tygodniami/miesiącami w warsztatach i ich nie widać.
Auto nawet stare jak 156 to złożona cholera i ilość elementów, które z wiekiem padają jest naprawdę spora, zrobisz jedno, padnie drugie, na niektóre sprawy machniesz ręką itd.
Nie wiem, od pękającej izolacji kabelków poczynając - szukaj później zwarcia, powodzenia. Poza wiekiem i jego wpływem, składa się to też ilość dotychczasowych pobytów w warsztatach - każda naprawa wymagająca demontażu czegokolwiek przez nieznanych majstrów, także w ASO z przeszłości, to potencjalne źródło skopania czegoś przy ponownym montażu, czy uprzednie naprawy blacharskie (nieuniknione w tym wieku) i składanie po nich tapicerek, wymiany szyby, czy choćby słynne rozłażenie się zgrzewów progów od podnoszenia w niewłaściwych miejscach (wg różnych teorii przyczyniające się do gnicia wnętrz progów - a tego nie widać z zewn) .

Przy nowym wozie nawet najniższego segmentu masz wszystko to i znacznie więcej w d. i po prostu wsiadasz jeździsz i tyle, nie istnieje świat kontrolki airbag, opadającego daszka p-słonecznego czy rozlecianego dyfra itd. Nie szukasz rozwiązań po forach, nie szukasz mechaników, nie zastanawiasz się czy to i to ma być tak jak jest czy nie, nie szukasz po katalogach i po świecie części itp. Lejesz paliwo i płyn do spryskiwaczy i _tyle_.

Tylko wszystko przy założeniu braku spinania rzeczonych pośladów. Bo gdy trzeba je spinać, to wtedy to traci kompletnie sens.
Sensem motoryzacji jest poszerzenie swoich możliwości, granic wolności (choć w dobie stania w korkach czy "jazdy" autostradami to dość wątpliwe) .
Gdy te są ograniczane np. przez _konieczność_ napraw, czy _konieczność_ pracy dłużej żeby spłacić wóz - mija się to z celem i rower i autobus czy taxi są lepszym rozwiązaniem. Trzeba tylko patrzeć na to nie przez pryzmat durnego i małostkowego postrzegania klasy wozu czy przysłowiowego, ale mam nadzieję tylko marginalnie w życiu realnym istniejącego "zastaw się a postaw się", ale przez pryzmat swobody dysponowania swoim życiem i czasem.

Co innego gdy jest czyimś hobby mechanika - już wielokrotnie powiedziałem - Alfy się świetnie do tego nadają. Nie tylko z powodu tego, że zawsze jest coś do zrobienia, ale dlatego, że dają nagrody w postaci tego jak gdy są sprawne reagują na kierowcę i jego działania i jak pozytywne emocje wywołują nawet stojąc. Sam sobie sprawiłem torową stricte 156 i co mogę grzebie w niej sam, co nie po odpowiednich serwisach.
Ale to nie znaczy, że jak ja mam to zaraz polecam . Wręcz skoro pytasz - to tym bardziej odradzam, bo później każda wątpliwość Ci się będzie odbijać z niesmakiem i pretensjami do siebie. Nie powinieneś mieć wątpliwości.

Naprawdę -pogrzeb w tematach o 156 takich podsumowujących czy zbierających sprawy do sprawdzenia przy zakupie, masa takich na forach , jakimś sposobem znajdź tą swoją i się dowiesz czy będzie Ci z nią dobrze czy nie. Inaczej się nie dowiesz ani ode mnie, ani od fanatyków zamiatających minusy pod dywan.

Aha, co do starych aut przypomniało mi się - gdy szukałem dla siebie Vki, szukałem czegokolwiek byle z V6 Busso. M.in. napaliłem się na 155 V6 z przyzwoitą historią. To było coś 9-10 lat temu, w cenie wówczas coś 10 czy kilkanaście tys (156 V6 wówczas > 30 tys) . Mechanik starej (siedzący w makaronach od PRLu ) daty popatrzył spode łba na mnie i niemal krzyknął : "a niech cie ręka boska broni! pojeździsz z rok, dwa, wszystko, ale to wszystko będzie lecieć i będzie ona u mnie więcej stać niż u ciebie".
Wówczas 155 jeszcze bywały na ulicach jako codzienne auta, podobnie 145, 146. I wydawało się - o co chodzi, przecież jeżdżą ? :)
Rozejrzyj się dziś - ile ich jest na chodzie teraz wokół jako wóz codzienny i jedyny, główny. W ogóle ile na ulicach.
Ze 156 się zaczyna na naszych oczach to samo. A mówisz o perspektywie 6cio letniej.
Jak już musi być Alfa i na dłużej , to nie wiem, może wspomniana 159. Nie znam cen 159 ale jak się łapałaby w budżet to znacznie lepszy wybór - raz że wyżej w rankingach niezawodności wyżej niż 156 i ma to odbicie w życiu, dwa po prostu młodsza, trzy znacznie bezpieczniejsza buda, wręcz chyba jedna z lepszych pod tym wzgl, okupione to masą, ale nie szukasz sportowego auta. No nie ma tego czegoś co 156, ale ma swoje przyjemne smaczki także przecież. A zawsze to młodsza konstrukcja (156 przecież z lat 90tych się wywodzi) i młodsze egzemplarze.

Choć zdarzają się ciekawe oferty, oczywiście - niedawno poszła coś koło 20tys zł czy z haczykiem 166 z 2,5V6 z 37 tys km przebiegu, jednego właściciela. Czas swoje bankowo zrobił, ale zużycie, tłum poprzedników i mechaników psuji - nie.
Nawet garaż nie powinien był zaszkodzić bo mało musiała mieć cykli - wyjazd - zaśnieżenie z solą - garaż z topnieniem tego i działaniem chemicznym w cieple.
 
Ostatnia edycja:
159 i odbicie w życiu . Rady Andrzeja z autoswiata.

W 159 równie nie trwałe a trzy razy droższe zamienniki wahaczy.
Gowniane skrzynie.
Zepsute diesle.

Ale u Andrzeja w rankingach jest wyzej.
O sprezynach pierwsze słyszę.
 
O sprężynach pierwsze słyszę , dobre :)

Tak w ogóle , to odnoś się proszę do tematu, nie do mnie Jarku ok ? to tak w kwestii formalnej. Odnosząc się do mnie, i pisząc takim silącym się na kpiący ton, jak ten z autoświatem, czy "moich" rankingach, naprawdę podważasz wiarygodność tego co piszesz. Już pomijając fakt że, możesz nawet niechcący, nie być do końca obiektywny oferując swój wóz pytającemu w tym temacie.
Naprawdę wszystko już zostało powiedziane chyba.
 
Tak próbuje mu go wepchnąć poprzez ten temat.

Tak pierwsze słyszę o sprezynach. Bo jesteś jedyną osobą na forum której one pękły. Jeśli się myle podaj przykład innej takiej.
Tzn o konsekwencjach takich jak podajesz bo pęknięcie sprężyny to jednak się zdarza w każdych autach.

Staram się podważać cały czas twoje rankingi bo mają wspólnego z prawda tyle samo co np. testy euro ncap. A ty mam wrażenie ze wiesz o tym tylko trollujesz zwyczajnie.

I jeśli twoje alfy są zawodne to po prostu jestes nieudolny uzytkowo , potrzebujesz widocznie czegoś jeszcze prostszego niż alfy epoki fiatowskiej. Bo wybacz ja miałem same stare alfy i zadna mnie nie zawiodła. Tak są tandetnie wykonane,zawieszenie jest dramtycznie niepasujace do naszych dróg ale w.kwestii niezawodności zarzucić im nic nie mogę.
 
Ostatnia edycja:
Z tymi talerzykami amortyzatorów to faktycznie coś jest na rzeczy w 156, na grupie FB widziałem kilka przypadków w nie tak odległym czasie mimo że na 156 nie skupiałem się nigdy jakoś specjalnie.
 
Amortyzatory
Powrót
Góra