P.S. Notabene, co ta potworek słowotwórczy to "kminianie" - rozmyślać i myśleć w ojczystym języku się już nie da ?
A określenie, że jakieś auto jest "w Dieslu", albo "w automacie", albo inne podobne to są lepsze niż to "kminianie"?
A tak wracając do tematu... Ja z dwojga złego wolę, żeby mi się psuł starszy wóz, niż nowszy. Im nowszy samochód, tym więcej urządzeń elektronicznych i komputerowych, które są zawodne, awaryjne i dają się naprawić wyłącznie w serwisach autoryzowanych wyposażonych w odpowiednie oprogramowanie. Producenci samochodów żyją właśnie z serwisów, z kosztownych przeglądów gwarancyjnych (gwarancje coraz dłuższe to i przeglądów więcej), z zawyżonych cen materiałów eksploatacyjnych i części zamiennych, z pogwarancyjnych napraw urządzeń, które "przypadkowo" psują się akurat po upływie gwarancji... Spotkalem się już z sytuacjami wśród znajomych, gdzie wymiana w niemieckim niezawodnym Volkswagenie żarówki w reflektorze (zwykła H4) na fakturze została wyceniona na 300,- złotych, a wymiana jakiegoś czujnika w ABS kosztowała 750,- złotych, przy czym dopiero za drugim podejściem wykonano to prawidłowo...
Im młodszy samochód, tym więcej rozmaitych bajerów wyposażenia dodatkowego w rodzaju podgrzewanych siedzeń, klimatyzacji elektrycznych lusterek, kontroli trakcji, elektronicznej regulacji zawieszeń i nastawów silnika, miliona poduszek powietrznych i innych kosztownych "udogodnień", które dają się naprawić nawet poza serwisem fabrycznym, ale to też wymaga dużych pieniędzy.
Do tego dochodzą koszta rat, bo większość nowych i młodych samochodów kupowana jest na kredyt...
Podczytywałem od dawna fora dotyczące Alfy. Zauważyłem, ze niemal wszystkie opisywane kłopoty i naprawy dotyczą rzeczy, które w moich dotychczasowych samochodach się nie psuły. Bo ich po prostu... nie było i nie ma. I jakoś samochód (i ja jako jego użytkownik) radzi sobie bez nich i to całkiem nieźle... Jeżdżę więc taniej i dużo spokojniej. Zwłaszcza, że w starszym wozie wiele rzeczy potrafie sobie naprawić sam, a jeszcze więcej samodzielnie zdiagnozować i to prawidłowo, bez konieczności podpinania pod jakies komputery po uprzednim przywiezieniu auta na lawecie (to też kosztuje...).
Niemniej Audi 100, to ani z silnikiem Diesla (a nie "w dieslu"), ani z benzynowym bym nie kupił, bo... to jest po prostu auto banalne, podobnie jak rozmaite Mercedesy, BMW, Volkswageny, Ople, Toyoty, Nissany. Przyznam szczerze, że ja zdecydowałem się na Alfę, bo to jest marka dla indywidualistów. Jeśli miałbym kupić auto innej marki, to też starałbym się, żeby to nie było auto ze szczytów rankingów najczęściej kupowanych aut używanych. kupiłbym auto, którego właściciel nie powinien być przypadkowym nabywcą. Ale to już moje subiektywne zdanie.