[159] Alfa 2,4 JTD nie odpala

RPRT07

Nowy
Rejestracja
Lip 21, 2023
Postów
9
Auto
Alfa Romeo 159 2,4 JTD Wagon
Mam poważny problem ponieważ... pojechałem w połowie sierpnia w góry. Trasa 1200 km. W nocy podczas drogi powrotnej nagle płyn chłodzący osiągnął 130C na ekspresówce. Zjechałem szybko na pas awaryjny i zgasiłem auto. Odczekałem 5min i ją odpaliłem. Płyn zaraz poszedł znowu do góry ale w między czasie cofnąłem trochę auto i zauważyłem plamę. Szybka analiza sytuacji, trzeba zjechać z s-ski i podjechać na stacje paliw oddaloną o 3 km. Po odczekaniu 10 min tak też uczyniłem, gasząc co jakiś czas auto kiedy płyn dochodził do 130C. Na stacji odczekałem z 15 min i dolałem z 1,5l płynu chłodzącego. Przy odkręcaniu korka pojawiło się syczenie i część płynu lekko wystrzeliła. Pojechałem z 5 km testując auto, temperatura idealnie 90C. Stwierdziłem wracamy do domu i tak auto przejechało jeszcze ok. 300 km na e-sce. Temperatura do samego końca wynosiła 90C. Zaraz po tej akcji oddałem auto do mechanika, który robił mi wcześniej hamulce by je odpowietrzył i opowiedziałem o całej sytuacji. Poprosiłem by zweryfikował układ chłodzący. Po odebraniu auta powiedział, że żadnego wycieku nie znalazł i że mam jeździć i obserwować. Od tego momentu przejechałem alfą ok. 400km i nie było żadnej plamy ani problemów z temperaturą. W miniony weekend szykowała się trasa 200 km w jedną stronę. Przed jazdą otworzyłem korek od płynu chłodzącego (trochę zasyczało) i dolałem z 0,1l płynu żeby jego poziom sięgał do połowy zbiorniczka. Na wysokości 90 km jadąc autostradą 160 km/h nagle zobaczyłem w lusterku chmurę białego dymu za sobą. Zaraz po tym temperatura płynu zaczęła sięgać 130C a auto wyświetliło błąd. Zahamowałem do 90 km/h i jechałem ok. 500m za tirem do najbliższego zjazdu. Zatrzymałem auto za bramkami, otworzyłem maskę i czekałem aż się ostudzi. Dodam, że żadnej kałuży nie było pod autem, nic nie ciekło. Po 5 min odpaliłem go temepratura wciąż szybowała do 130C, więc go wyłączyłem i odczekałem 15 min odkręcając przy tym korek od płynu chłodzącego. wystrzeliło z niego jak z fontanny, płyn długo wyciekał tworząc sporej ilości plamę pod autem. Jak przestało psikać to dolałem resztę płynu, który wziąłem ze sobą na drogę ok. 0,3l. Ktoś przejeżdżając zapytał się czy nie pomóc, poprosiłem żeby mnie zawiózł na stacje gdzie kupiłem więcej płynu chłodzącego. Po dolaniu ok. 1l płynu i próbie odpalenia okazało się, że auto w ogóle nie kręciło. Kompletnie nic. Wziąłem lawetę i zawieźliśmy auto już do innego mechanika (z większym warsztatem i dobrymi opiniami). Ten oznajmił mi, że w najlepszym przypadku uszczelka pod głowicą (koszt ok. 5 tys. zł) a w najgorszym cały silnik jest do wymiany (koszt ok. 10 tys. zł). Zasugerowałem, że może auto nie odpala przez słaby akumulator. Po jego naładowaniu auto wciąż nie kręci a warsztat stwierdził, że nie podejmuje się naprawy auta. I teraz proszę o pomoc w podjęciu decyzji. Czy mam naprawiać samochód nie wiedząc dokładnie co się popsuło. Czy sprzedać alfę z uszkodzonym silnikiem? Co byście zrobili w mojej sytuacji? Dodam, że auto jest w miarę ok. wyposażone ale trochę zużyte.
 
Ostatnia edycja:
Tu nie trzeba się znać na alfach. Nie rozumiem tego już któryś temat, post, ze Alfa to trzeba się znać. Postaw do mechanika a nie pseudo mechanika i niech ja sprawdzi, przecież to jest silnik jak każdy inny covtam takiego szczególnego w nim ze nie chce go robić. Objawy wskazują na uszczelkę pod głowica prawie na 100% głowica pękła a może i złapał na panewce lub spuchły tłoki ze nie chce obrócić wałem. Nie wiem ciężko powiedzieć co się stało. 2.4 niestety maja problemy z głowicami. Gdyby to było moje i chciałbym dalej jeździć tym autem szukałbym silnika.

Wysłane z mojego SM-G970F przy użyciu Tapatalka
 
hmmm. Za uszczelkę pod głowicą 5 tysięcy? drogi ten mechanik. Tak jak kolega wyżej pisze, bardzo mała szansa na uszkodzoną uszczelkę. Najprawdopodobniej pękała głowica, a kolejna autostrada mogła zabić silnik do końca.
 
hmmm. Za uszczelkę pod głowicą 5 tysięcy? drogi ten mechanik. Tak jak kolega wyżej pisze, bardzo mała szansa na uszkodzoną uszczelkę. Najprawdopodobniej pękała głowica, a kolejna autostrada mogła zabić silnik do końca.

A czy można to jakoś zweryfikować nie wyciągając całego silnika by mieć pewność?
 
Ostatnia edycja:
Trzeba sprawdzić, czy można ręcznie obrócić wałem.
 
Facet, który mnie podwiózł na stacje po płyn chłodniczy zasugerował żeby wrzucić 5 bieg i pchnąć kawałek auto. Dało się to zrobić, więc powiedział że wał się kręci.
 
To może nie jest tak źle. Chociaż kontrolnie dobrze byłoby zajrzeć w panewki po takiej akcji. Polecam poczytać tematy o pękniętej głowicy, głowicach z alfy 156 w 159. I może poszukaj warsztatu co ma normalne ceny. Bo 5tys za wymianę uszczelki to... co najmniej 2x za dużo. przynajmniej w mojej okolicy.
 
Pojawił mi się jeszcze jeden pomysł w głowie. Przekładka na 1,9 JTD albo nawet 2.0 JTD. Ma to sens? Ktoś robił? Z czym to się wiąże?
 
Pomijając koszt gratów - przy dzisiejszych cenach robocizny bardzo wątpię. Może samemu w ramach wyzwania miałoby to jakiś sens. czym skończyła się diagnoza?
 
Pęknięta głowica nie sprawi że wal się nie obróci.

Wysłane z mojego SM-G970F przy użyciu Tapatalka
 
Pomijając koszt gratów - przy dzisiejszych cenach robocizny bardzo wątpię. Może samemu w ramach wyzwania miałoby to jakiś sens. czym skończyła się diagnoza?

Nie weryfikowałem co dokładnie się popsuło. Po przeczytaniu wątku o pękających głowicach wszystko wskazuje, że to mnie właśnie spotkało. Nie chce już ponosić dodatkowych kosztów. Sprzedaje auto jako uszkodzone.
 
Nie weryfikowałem co dokładnie się popsuło. Po przeczytaniu wątku o pękających głowicach wszystko wskazuje, że to mnie właśnie spotkało. Nie chce już ponosić dodatkowych kosztów. Sprzedaje auto jako uszkodzone.

Serce alfisty boli. Rozsądna decyzja.
 
Sprzedając uszkodzoną, będziesz musiał opuścić więcej, niż wyniosłyby koszty naprawy, no chyba, że trafisz jakiegoś frajera.
 
Sprzedając uszkodzoną, będziesz musiał opuścić więcej, niż wyniosłyby koszty naprawy, no chyba, że trafisz jakiegoś frajera.

oczywiście, ale pozbywa się ryzyka, że uszkodzenia są większe niż tylko głowica.
 
Przerzuca to ryzyko na potencjalnego kupującego, który musiałby być frajerem, żeby nie brać tego pod uwagę, kalkulując to przy ofercie kupna.

- nie działa klima, ale wystarczy ją nabić!
- to proszę nabić, wówczas porozmawiamy, a póki co, muszę zakładać, że padło wszystko w układzie klimatyzacji.

Nie znam nikogo takiego, który byłby skłonny do kupna uszkodzonego samochodu, za cenę sprawnego, minus koszty naprawy, bo po co mu taki biznes, skoro za tę samą kwotę, czyli cena uszkodzonego, plus koszt naprawy, może kupić sprawny.
 
Ostatnia edycja:
Dokladnie tak jak piszesz kupujący powinien brac pod uwagę że coś jest jeszcze uszkodzone. Ale to kie znaczy że ma oddać samochód za darmo bo coś jest zepsute w silniku

Wysłane z mojego SM-G970F przy użyciu Tapatalka
 
A, kto powiedział, że za darmo - znowu sobie coś ubzdurałeś.
 
Na ile wyceniacie auto biorąc powyższą historię pod uwagę?
 
Nie wiemy w jakim stanie jest ten samochód poza tym że głowica na chwilę obecną jest do roboty

Wysłane z mojego SM-G970F przy użyciu Tapatalka
 
Amortyzatory
Powrót
Góra