Problem po sprzedazy auta

Maras1823

Nowy
Rejestracja
Paź 16, 2015
Postów
33
Auto
AR 159JTDm 2.4 diesel automat
Witam nie wiem czy weszlem w dobry dzial ale problem polega na tym ze sprzedalem przed swietami swoja alfe romeo 159 auto bylo po kolizji drogowej ucierpiała lewa strona maska zderzak nadkole oczywiscie cene opuscilem dokladnie 16tys zglosil sie chlopak 700km ode mnie przyjechał obejrzal samochód pojezdzil troche no i kupił wszystko bylo ok godz 11 odjechal do domu godz 21 dzwoni ze auto sie zepsulo zapalil sie blad silnika check engine poszedł jakis plyn i auto nie mogło odpalic pierwsza diagnoza rozrząd po swietach dokladnie dzis dzwoni chlopak i mowi ze prawdopodobnie pompa oleju padla i silnik z rozrzadem do wymiany cena 4-5tys i teraz mam do was pytanie sprzedalem auto sprawne koles sie mnie pyta co robimy a ja nie wiem co mu powiedziec powiedzialem ze naprawde nie wiem jeżeli auto bylo na chodzie bo bylo sprawne to czy ja mam to auto naprawiac na swoj koszt mysle ze nie alfa ma juz 11lat wiec zawsze moze sie zepsuć dodam ze chlopak przyjechal z kolega drugim autem dokladnie 3litrowym jaguarem obaj mlodzi mysle ze mogli np sie scigam ostro szarzowac tym autkiem nie wiem ja na ogół jezdzilem malo na nie wielkich dystansach do 25km i nie bylo problemu kupujacy nawet jie chcial autka spr na zadnej stacji kontroli pojazdow zanim udal sie w tak dluga trasę przypomne okolo 700km wiec co mam zrobic czy to poprostu pech ze auto sie zepsulo i czy mam oddac mu te pieniedze czy poprostu powiedziec ze to noe jest moja wina bo nie czuje sie winny prosze o pomoc
 
A jaką masz pewność, że mówi prawdę. Przez telefon można różne farmazony prawić. Myślę, że chce wyrwać od ciebie dodatkową kasę.
 
Też tak myślę, kto komu w tych czasach wierzy "na gębę"
 
Nie powiedziałem ze mu wierze tylko chodzi mi o to ze jesli to prawda to moze straszyc mnie jakims sadem xzy ma prawo ho sie nie orientuje
 
4 tyś zł to niemała kwota. Jak dla mnie, ze względu na dystans, to auto najpierw powinien zobaczyć rzeczoznawca i określić przyczynę oraz zakres uszkodzeń, na koszt aktualnego posiadacza rzecz jasna. Raczej ciężko przewidzieć awarię pompy oleju. Wg mnie nie jest to wada ukryta. Jeśli sprzedałeś auto na umowę sprzedaży to teoretycznie nie ponosisz żadnej odpowiedzialności. Jeśli zataiłeś wadę to masz to na sumieniu. Albo chłopak ma po prostu dużego pecha.
 
Ostatnia edycja:
obije sie o sad gdy sie nie dogadacie, rzeczoznawce itd.
nie ma tez pewnosci ze nie podmienili paru czesci itd. to jest ciezka sprawa. jesli w umowie masz auto uszkodzone, to jest to jakis plus.... ale mogl to byc tez zwykly przypadek. ja mialem podobny.
mialem zadbana 159, kupujacy byl w ganinexie w katowicach sprawdzic auto, powiedzieli mu ze jest w bardzo dobrym stanie, rzadko taka przyjezdza do sprawdzenia, ze warto kupic, a po tygodniu turbina puscila olej. i co teraz? wada ukryta? rekojmia? czy moze nieumiejetna jazda kupujacego? na szczescie zrobil uszczelniania za grosze po znajomosci i rozeszlo sie po kosciach... ale w Twojej sytuacji to kieoska sprawa... sygerowalbym prawnika odwiedzic...bo rekojmia za wady ukryrte tez obowiazuje....
 
Typowe cwaniaczki, chca zarobić jak zadzwoni to powiedz że masz taki silnik i mu go oddasz a nawet zamontujesz jak przywiezie Ci auto, ciekawe co ci powie :D
 
To numer starszy niż sama motoryzacja (kiedyś handlarze kupujący konie przyjeżdżali z informacją, że koń zdechł i należy się zwrot kasy). Nie przejmuj się niczym. Sprzedałeś auto po kolizji (mam nadzieję, że jest wzmianka w umowie), wszystko się mogło więc zdarzyć.
 
Przede wszystkim powinieneś się uspokoić.
Jeśli auto było sprawne w momencie sprzedaży nie ma mowy o żadnych wadach. Poza tym w umowie masz zapis o tym, że kupujący zapoznał się ze stanem technicznym etc. Nie jesteś komisem więc nie jesteś profesjonalistą. Jedyne wady za jakie odpowiadasz to wady prawne i wady ukryte. Mogłeś np wlać doktora do silnika, trocin do skrzyni, załatać progi pianką itd itp i naciągnąć nabywcę na wadliwy towar. Jeśli masz czyste sumienie w sprawie silnika to możesz spać spokojnie. Oczywiście tak po ludzku to żal, że auto się rozleciało ale to tylko tyle. Pytanie kupującego "co robimy" jest zasadne bo wie, że w zasadzie nie ma prawa żądać żadnego zadośćuczynienia.
 
Nic nie musisz robić i możesz olać naciągacza. Odeślij go by sobie poczytał art. 558 Kodeksu cywilnego. W skrócie - sprzedający nie odpowiada za wady, jeśli kupujący o nich wiedział w chwili wydania samochodu lub jeśli powstały one już po wydaniu pojazdu.

Warunek w umowie powinien być zapis, że kupujący zapoznał się ze stanem technicznym pojazdu.
 
Ostatnia edycja:
Skad, przy normalnym użytkowaniu auta wiedzieć, że ci zaraz pompa oleju padnie?
 
U mnie tez ni stad ni zowad jak juz bylem 500m przed zakladem gdzie mialem robic program egr i dpf szlag trafil pompe oleju. dziura sie zrobila:(
 
Któryś raz już czytam na tym forum o awarii pompy oleju w 2.4. Kiepskie te pompy wsadzili.
 
Olej gościa - to On musi Ci udowodnić że sprzedałeś mu auto z ukrytą usterką (wadą). Żadem rzeczoznawca nie stwierdzi, że wiedziałeś o usterce pompy oleju (jeżeli nic nie kombinowałeś) To jest normalna eksploatacyjna sprawa. A jak gościu się podjarał i "zajechał" autko to ma problem. Jak będzie dzwonił i marudził to mu powiedz że widział co kupił, ty nic w tym aucie nie kombinowałeś i nie wiedziałeś o żadnych innych wadach czy usterkach oprócz tych co widać i jak ma problem to niech zgłosił sprawę na policję. Nowe auta się psują a co dopiero starsze po dzwonie. Takie życie. Jak masz czyste sumienie i nic nie zataiłeś (doktorki, trociny itp. :) ) to idź na imprezkę sylwestrową i nie martw się.
 
To nie jest tak do końca jak wszyscy pisza.

Zgodnie z art. 559 KC

Sprzedający nie odpowiada za wady powstałe po przejściu własności na kupującego o ile nie powstały one z jego winy, nie przyczynił się do ich powstania.


Należy rozważyć dwa przypadki.
-Ktoś chce Cię zrobić w bambuko.

-Rzeczywiście ktoś kupił auto w dobrej wierze i auto nawaliło.

W obu przypadkach kupujący powinien powołać biegłego z zakresu mechaniki, który musi ocenić czy pompa padła z winy normalnego wyeksploatowania czy może przez niewłaściwe użytkowanie samochodu.

To kupujący musi udowodnić sprzedającemu, że awaria nastąpiła z jego winy (bezpośrednio sie do niej przyczynił) lub ją zataił.

Ogólnie w tym momencie nie rób nic.
Jeśli kupujący ponownie zadzwoni, wysłuchaj go, na nic się nie decyduj i waż słowa.
Następnie udaj się do radcy prawnego i najlepiej udziel mu pełnomocnictwa na załatwienie sprawy.

(Oszust w tym momencie spasuje).
 
Jedna rzecz - czy kupujący zaczął rozbierać silnik u mechanika żeby stwierdzić tę usterkę?

Jeżeli tak, stracił prawo do reklamacji tej usterki.
 
Ja bym auto po dzwonie wrzucił na lawetę i pierwsze co zrobił po kupnie to pojechał do mechanika. To, że ktoś był nieodpowiedzialny to nie Twój problem. To u nas typowe, ludzie sami coś zepsują, ale winę zawsze chcą zrzucić na innych.

Jeżeli podpisaliście standardową umowę, o usterce nie miałeś pojęcia to możesz spać spokojnie.

Jego pech.
 
Ja bym tylko chciał żebyście o nabywcy nie pisali oszust. W tej chwili to jest jedyny pokrzywdzony w sprawie. Gdyby temat był zainicjowany przez niego pisalibyście "oddaj gno.owi ten samochód, niech ci zwraca koszty" etc.

A co do pomp w 2,4. Wszystko jest ok. Gdy pada rozrząd np przez pompę wody (tu poleciał podobno jakiś płyn) lub gdy wpadnie coś pod koło pasowe to może uszkodzić pompę olejową , która ma napęd pod kołem rozrządu.
 
W obu przypadkach kupujący powinien powołać biegłego z zakresu mechaniki, który musi ocenić czy pompa padła z winy normalnego wyeksploatowania czy może przez niewłaściwe użytkowanie samochodu.
Co znaczy "niewłaściwe użytkowanie samochodu"?
Auto z 2006r, po drodze pewnie miało kilku właścicieli, każdy użytkował jak użytkował, ale tutaj niczego udowodnić się nie da. No chyba, że przed ostatnią sprzedażą właściciel np. spuścił olej i nalał mineralnego, co raczej nie jest możliwe.
Ja bym tylko chciał żebyście o nabywcy nie pisali oszust. W tej chwili to jest jedyny pokrzywdzony w sprawie. Gdyby temat był zainicjowany przez niego pisalibyście "oddaj gno.owi ten samochód, niech ci zwraca koszty" etc.
Bardzo słusznie. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Najpierw trzeba by ustalić co aktualnie dzieje się z samochodem i na jakiej podstawie kupujący domaga się zadośćuczynienia, bez tego nie da się ruszyć z miejsca.
Jeśli jednak wszystko co tutaj opisane jest prawdą, to kupujący nie powinien rościć sobie żadnych pretensji wobec sprzedawcy. I tylko dobrą wolą sprzedawcy jest jeśli uzna, że chce zwrócić jakąś część kosztów, ale absolutnie nie jest do tego zobowiązany.
Pozdrawiam.
- Rafał
 
Amortyzatory
Powrót
Góra