No to kuzynka przyjechała, z Holandii, auto firmowe, dali im elektryki... Do tej pory jezdziła spaliniakiem, do domu miała 11-12 godzin jazdy, z kawą po drodze.
Teraz, elektrykiem, musiała brać nocleg. Po drodze TRZY ładowania, każde odpowiednio czasochłonne, w sumie ponad dwie godziny ładowań. Ale też wymuszona niższa prędkość na trasie, długimi okresami około 100 km/h, a to Niemcy przecież, jechać można.
Auto, jak producent zachwala, zasięg ok 480 km, realnie max to 300-350 km.
Cała drogę zastanawiała się, jaką prędkością jechać, gdzie ładować. Jedna z ładowarek była nieczynna do tego.
Masakra. Podróżowanie po Europie elektrykiem to, jak powiedział dealer, "przestawienie się na nowy styl podrózy, bardziej slow....".
Wszystko na temat.