Drodzy Alfaholicy z woj. lubuskiego. Chciałem powiedzieć, że bardzo cieszy mnie i resztę kolegów to , że co raz więcej klubowych AR jeździ po okolicy. Martwi mnie tylko fakt bardzo niskiej frekwencji i zainteresowania naszymi, można już powiedzieć cyklicznymi spotkaniami. W związku z tym, postanowiłem rozwiać wszelkie wątpliwosci i nieco nakreślić jak wyglądają nasze "spoty".
Celowo piszę te słowo w cudzysłowie, bo sam jak ognia unikam wszelkich spędów motoryzacyjnych. Być może związane jest to z moim wiekiem ( no dobra może przesadzam

) czy ogólnym podejściem do życia, ale nie lubię upalania starych zajeżdzonych fur, lansowania się car-audio czy spijania wódki pod tesco z plastikowych kubeczków, a niestety takie "spoty" są chyba najczęściej organizowane. Oczywiście są wyjątki i nie chcę nikomu umniejszać.
W każdym razie nasze spotkania polegają na luźnej integracji, przy ognisku, żartach, dobrej zabawie. Często pojawiają się całe rodziny z pociechami, gdzie Panie narzekają na nasze "młodzieńcze pasje", my rozmawiamy o EGR-ach, DPF-ach i dwumasach, a dzieciaki biegają za piłką. Wyjątkiem jest JohnyGT który wyrywa moją narzeczoną na swoje wypicowane GT

Nikt nikomu nie robi krzywdy, zawsze można popytać o jakieś niuanse motoryzacyjne, poskarżyć się na usterki ( i często uzyskać odpowiedź jak to naprawić), zdiagnozować za darmo furę FES-em czy po prostu poprzymierzać się do różnych modeli AR. Atmosfera jest sympatyczna, zawsze jest wesoło i nie było jeszcze nieprzyjemnej sytuacji, czy jakiejkolwiek złośliwości. Waldi zawsze skrupulatnie fotografuje imprezę i pełni rolę naszego klubowego Wodzireja
Tak więc na 33 zadeklarowanych klubowiczów, na zloty przyjeżdża niespełna połowa, co martwi, ale mam nadzieję, że powyższym postem zachęciłem przynajmniej kilka osób to stawienia się na nasze "rodzinne" spotkanie, a mam nadzieję, że przed zimą uda się chociaż raz spotkać
