Bezsensowne wydłużanie interwałów wymian oleju przez producentów aut zaczęło się parę ładnych lat temu. Klient kupujący nowe auto oczekuje jak najniższego kosztu eksploatacji i rzadkich odwiedzin w serwisie. Z punktu widzenia marketingowego to strzał w 10tkę. Wydłużamy interwały olejowe do 25-30 tysięcy lub 2 lata, sprzedajemy bajeczkę, że używamy wspaniałych olejów i mamy najlepsze silniki na świecie. Klient podczas gwarancji nieraz nigdy nie zdąży się pojawić w serwisie pomimo, że mogą się już pojawiać jakieś usterki których przeciętny użytkownik nie zauważa. Przy typowej eksploatacji nowego auta przez 4 lata, problemy napotka kolejny właściciel, który będzie się nadal stosował do "zalecanych" interwałów.
Po gwarancji, jest nawet dla producenta wskazane żeby silniki zużywały się szybciej oraz turbiny, cały osprzęt który bazuje na ciśnieniu hydraulicznym. Aftermarket w branży automotive jest ogromnym biznesem. W internecie jest mnóstwo artykułów podpartych badaniami własności olej po x km eksploatacji.
Możecie nawet sami zrobić prymitywny test filmu olejowego. Wystarczy wlać i wylać z poszczególnych szklanych pojemników olej nowy, z przebiegiem 20 tys. i 30 tys. Zobaczcie jak duże są różnice czasowe w utrzymaniu filmu olejowego na ściankach naczynia. Na oko też widać różnicę w ilości zanieczyszczeń.
Syf zostaje w magistralach olejowych silnika i osprzętu redukując ciśnienia i przepływy, zmniejszenie filmu olejowego powoduje szybsze zużycie współpracujących elementów.
W wielu autach awarie w postaci przeskakujących rozrządów opartych na łańcuszkach często wynikają ze zbyt małego ciśnienia olejowego w napinaczu co jest konsekwencją zbyt rzadkich wymian.
Koszt wymiany oleju jest śmieszny w relacji do kosztu zakupu auta i jego eksploatacji więc nie warto robić tego typu oszczędności.