Renowacja zabytku to 3 aspekty. Każdego trzeba mieć po trochu, a im mniej jednego tym miarodajnie musi być więcej pozostałych

.
1. Kasa. Musi być, bez niej można pomarzyć. Jak masz dużo, to kupujesz gotowe auto, ewentualnie oddajesz je do zrobienia do warsztatu, który wykona sam wszystko za Ciebie. Koszta, realnie przekroczą wartość kupna ładnego egzemplarza. Przynajmniej na chwilę obecną. Dlatego w przypadku transaxla, kupno ziepa i oddanie go komuś do kompleksowej roboty nie ma sensu. Co innego jak kupujesz droższe modele, np takiego Montreala. Trafisz za 15 tyś euro coś do kompleksowej roboty. Ok, pakujesz w remont 30 tyś euro i masz za 45 auto warte ponad 50. Więc jakiś sens jest, tym bardziej, że to kupione za 50 nie jest pewne czy aby na pewno nie będzie wymagało kolejnych inwestycji rzędu 2 czy 3 tyś euro.
2. Miejsce. Niezależnie czy sam będziesz robił czy komuś to zlecisz, musisz mieć gdzie trzymać taki pojazd. Jak zlecisz komuś zrobienie auta, to spoko wystarczy ci garaż, z czasem poupychasz w wszystkie wolne kąty części które będą Ci się akurat trafiały, lub będzie ci szkoda wymienionych wyrzucić, bo może się jeszcze akurat przyda

. Jak będziesz sam chciał robić, to musisz mieć garaż x 3. Raz na auto, dwa na składowanie części, trzy aby mieć miejsce gdzie możesz zająć się tymi częściami.
3. Czas. Odrobinę musisz mieć, wiadomo, trzeba pojeździć, podzwonić wybrać warsztat, jeśli chcesz to komuś zlecić. Jeśli masz zamiar robić sam, to nie czarujmy się, ale remont auta, w kwestii rozebranie do golasa, potem weryfikacja części, potem skrupulatna praca nad nimi, plus nadwozie, czyli blacharka, lakierowanie, potem tapicer a na końcu składanie wszystkiego do kupy to nie są dziesiątki a setki roboczo godzin. Więc jak masz zamiar co dwa dni chodzić do garażu na 2 czy 3 godziny to remont potrwa baaardzo długo. Tym bardziej, że w między czasie okaże się, że czegoś nie masz w swoim warsztacie, więc czekamy do jutra bo już sklepy zamknięte, albo kilka dni bo kupię na necie bo taniej itd itd itd... Inną sprawą, że auta z lat 70tych, 80tych mają już w sobie trochę z ery plastiku, pierwszej elektroniki, więc ich rozebranie i złożenie do kupy nie jest tak szybkie jak aut z lat 50tych czy 60tych.
Dlatego warto realnie oszacować swoje możliwości wejścia w ten temat. Bo choć jest grom frajdy z jazdy klasykiem, a zwłaszcza Alfą, to wymaga to też realnych poświęceń.
Inną sprawą jest kwestia w jakim stanie chcesz mieć auto. Każdy patrzy na zdjęcia z katalogów i już siebie widzi jak jedzie takim nowym autem któro ma 30 czy 40 lat

- kto tak nie miał

. Prawda jest taka, że w tych wozach zawsze coś większego lub drobniejszego zawsze będzie do zrobienia. A gdy będziesz miał auto któro już jest bliskie ideałowi, to dla mnie osobiście czasem dbanie o auto może ukrócić przyjemność z jego użytkowania. Jedziesz do marketu na zakupy i parkujesz zamiast jak wszyscy pod samym wejściem to na końcu parkingu, jak najdalej od wszystkich aby nikt Ci drzwiami nie obił boku auta, bo przecież tyle pracy i nerwów w to wsadziłeś że o samych kosztach lakierowania nie wspomnę. Jedziesz takim autem spotkać się z znajomymi na mieście na kawie i zamiast rozkoszować się czasem z znajomymi to myślisz, czy ktoś przypadkiem Ci nie zarysuje auta. Idziesz z swą lubą do kina i pół seansu myślisz, czy aby zaparkowanie między BMW X5 i Audi Q7 to dobry pomysł i zaraz po seansie pierwszy wylatujesz z kina aby odjechać zanim ktoś obije Ci drzwi swoim nowoczesnym leasingowozem z pełnym ubezpieczeniem. Dla mnie to bezsens, który potrafi zakłócić całe piękno z użytkowania takiego wozu.
Dlatego dla mnie, auto powinno nie mieć rdzy, być dobrze zabezpieczone przed nią i dawać frajdę z jazdy, a nie być eksponatem muzealnym. Tak samo jak z wozami które są wystawiane za duże kwoty z minimalnymi przebiegami. Jaki jest sens zapłacić xx euro za auto mające kilkanaście tysięcy kilometrów, jeśli szkoda nim będzie jeździć, bo przebieg rośnie, a wtedy i wartość auta maleje. Mam znajomych, kupili takiego leciwego Fiata 126p z minimalnym przebiegiem i efekt jest taki, że do jazdy kupili drugiego bo tym szkoda jeździć, więc jest tylko co jakiś czas przepalany. Bezsens, auto to nie mebel czy obraz wiszący w muzeum. Auto ma dawać frajdę z jazdy bo to jest jego największy plus i po to było stworzone, a tym bardziej jeśli mowa o starych Alfach

Dlatego, moim zdaniem, najlepiej określił to Wucio. Kupić coś, w wmiarę dobrym stanie, czyli możliwie bez rdzy, koniecznie sprawne i kompletne. Oddać do poprawek lakierniczych jeśli będzie taka potrzeba, wymienić rzeczy mechaniczne, eksploatacyjne i nie martwić się tym, że coś jest ciągle do zrobienia, tylko cieszyć się z użytkowania i jazdy.