odświeżam temat gdyż problem jest dalej a nawet nasilił się :/ teraz falują obroty nawet miedzy 100 a 1200 i potrafi zgasnąć a silnik już nie musi być nagrzany.
Przejrzałem "nasze forum" i z wiedzą wkroczyłem do akcji. Wykryłem nieszczelność, a mianowicie jedna ze śrub które trzymają kosz z filtrem powietrza i rurę którą powietrze idzie do przepływomierza nie trzymała ponieważ z tego kosza wyrwany był gwint. Od razu po naprawie, odpaliłem poczekałem aż się nagrzeje i wszystko było pięknie

niestety następnego dnia okazało się że jest gorzej, momentami auto nie chciało mi jechać, zaczęło szarpać, zero przyspieszenia i reakcji na pedał gazu, po przejechaniu kilku kilometrów usterka ta ustąpiła a że jechałem na wakacje nie miałem czasu sie z tym bawić, myślę że to świeca nie łapała. Lecz falowanie nie ustało. Co Ciekawe wracając z wakacji stałem w korku ponad godzine i zero falowania

radość jednak nie trwała długo

znowu zaczęło po paru kilometrach.
I teraz tak, dziś wymieniłem filtr powietrza, nie dało to nic. Odłączyłem przepływomierz, auto dalej falowało, sprawdziłem sonde lambda multimetrem i wskazywał 0V, a grzałka 14,8Ohma. Jak rozbieramieł tą rure od filtra powietrza to przepustnica wydawała sie być czysta i nie zabrudzona zadnym nagarem.
Mam wyciek a raczej wilgoć przy kolektorze wydechowym wiec sugeruje mi to że nie ma dobrego spalania wiec to moze jednak świece robią tyle kłopotu?? Nie mam troxa żeby odkrecić pokrywe i sprawdzić świece, ale jutro kupie, wyczyszcze je i ustawie przerwe. Tu pytania:
1) czy moge mieć racje ze falowanie jest tym spowodowane?
2) jaka powinna być przerwa na świecach?
3) może jakieś inne pomysły?
PS. sory że się tak rozpisałem ale chciałem opisać dokładnie całą sytuację.
z góry dzięki za pomoc...