Nie uwierzycie, kupiłem 159!
Milosc od pierwszego wejrzenia - 1.9 JTDm
Benzynowe szaleństwo - 2.2 JTS
Księżniczka Turbobenzina
3.2 JTS Nero Oceano
Po sprzedaży ostatniej dziewiątki miałem krótki epizod... coś mi odwaliło znaczy i zachciało mi się SUVa.

Nie żeby coś. Chevy to świetny wóz wielozadaniowy. Pojemny, wygodny amerykański truck - niebawem na sprzedaż. Zwyczajnie nie mogłem się przekonać do jazdy tego typu autem. Niezwykle użytkowe, jednak nie nadaje się na trasy (plus awersja drugiej połówki z powodu "bo brzydki"). Posiadanie trzech aut w moim gospodarstwie domowym jest ekonomicznie nieuzasadnione i tęsknota za Alfą zwyczajnie wzięła górę.
Czaiłem się ze dwa miesiące przeglądając ogłoszenia i rozważając za oraz przeciw zakupowi 2.0 JTDm (którego jeszcze nie miałem, jednak ostatecznie nie przekonałem się do diesla) albo wersji silnikowej, do której mam największy sentyment spośród dostępnych w 159 jednostek benzynowych. Główny warunek był jeden: polift. Poboczne to wersja nie-Ti (nie chciałem skórzanej tapicerki ani sprężyn obniżających) oraz sedan. Rynek po części te zachcianki zweryfikował. W przypadku poliftowych 2.2 naprawdę nie ma w czym wybierać, dlatego zdecydowałem się na oględziny Sportwagona. Przed przyjazdem do Jarocina odbyłem z R. (imię sprzedającego) kilka rozmów telefonicznych, dowiedziałem się co nieco o stanie technicznym pojazdu. Trafił się wolny weekend, który chciałem wykorzystać na podróż i oględziny samochodu. Niestety przez kilka dni nie udało mi się znaleźć nikogo z Jarocina, kto byłby w stanie podjechać i obejrzeć auto. Zorganizowałem tylko raport na podstawie VIN i zdecydowałem się na podróż 650 km, mając wspomniany raport oraz słowa - R. był pewny oferowanego wozu, nie przejawiał chęci wysłania lepszych jakościowo zdjęć - kilka dodatkowych otrzymałem, nie powiem żeby się do nich przyłożył. Było więc to z mojej strony pewne szaleństwo, które jakby nie było, opłaciło się.
Żeby było zabawnie, pierwsze wrażenie nie było zbyt dobre. Dotarłem na miejsce przed 8 rano. Auto było zaparkowane na ulicy i zanim sprzedający do mnie wyszedł, zdążyłem "oblecieć" auto wizualnie oraz miernikiem grubości lakieru. Malowana maska i przedni zderzak - o tym zostałem poinformowany wcześniej. Zderzak niezbyt starannie, auto opuściło Niemcy z pękniętym zderzakiem poniżej scudetto. Zderzak został sklejony, zatem wymagał lakierowania. Dodatkowo musiał zostać wyposażony w nowe scudetto oraz jedną nerkę. Maska została polakierowana z powodu odprysków, podobno. Zastanawia mnie tylko warstwa 300 mikronów na całym dachu... Podejrzewam, że też malowany w PL, ale sprzedający udawał zdziwionego. Dodatkowo całe auto zostało przepolerowane, co zniwelowało większość rys i niedoskonałości. Wizualnie oceniam auto z zewnątrz na 4, wygląda bardzo w porządku. Na plus też wszystkie nadkola, zaślepki, osłony są i są całe.
"Wnętrze jak na swój wiek super" usłyszałem wcześniej przez telefon. Wsiadłem na fotel kierowcy i pierwsze wrażenie: "Nosz kur... gość chyba nie widział zadbanego wnętrza" (tekst "jak na swój wiek" brzmi jak slogan mirka handlarza z Radomia). Mając w pamięci wnętrza moich poprzednich dziewiątek, byłem zawiedziony. I zaskoczony tym, że osoba hobbystycznie zajmująca się sprzedażą wyłącznie samochodów naszej marki, nie dba o takie "szczegóły" jak czystość wnętrza oferowanego pojazdu. Plastiki, kratki nawiewów dosłownie lepiły się od brudu - to miało największy wpływ na pierwsze negatywne wrażenie. Do tego mocno porysowany panel kierownicy oraz pognieciony panel wokół drążka zmiany biegów - te elementy z pewnością wymienię.
Silnik trochę ciężko odpalił, słychać było, że rozrusznik nie ma siły porządnie zakręcić - od razu usłyszałem, że dostanę drugi rozrusznik. Po uruchomieniu silnik pracował bez zarzutu, cicho. Pod maską sucho i czysto, większość śrub nie nosi śladów odkręcania. Znalazłem karteczkę z ostatniej wymiany oleju z czerwca 2021 roku - 5W30. Co to za pomysł??! Poza tym nie było żadnych niepokojących odgłosów ze strony rozrządu czy skrzyni. O pracę skrzyni wcześniej dwukrotnie pytałem sprzedającego. W moim poprzednim 2.2 skrzynia grzechotała na jałowym, popularna przypadłość M32 z tym silnikiem. Niegroźna, ale irytująca.
Krótka podróż na pobliską stację kontroli pojazdów pozwoliła mi nieco ochłonąć. Kierownica czysta i z symbolicznymi przetarciami, zapewne po niemiecku miała na sobie pokrowiec
Panel środkowy, deska nie noszą śladów zniszczenia. Boczek kierowcy w średnim stanie (poleci ktoś skuteczny środek na usunięcie czarnych smug po butach z beżowych plastików? APC w stężeniu 30% nie zrobiło na nich wrażenia). Przebieg 145tys km potwierdzony wpisami w ASO oraz jeden właściciel od nowości bardzo pozytywnie wpłynęły na stan techniczny. Od spodu nie ma się w zasadzie do czego przyczepić - drobny wyciek przez wtyczkę czujnika poziomu oleju, taki standard w JTSach. Poza tym praktycznie zero korozji! Występuje drobny nalot na tylnych wahaczach oraz sankach pod silnikiem, tak zdrowego podwozia w 159 jeszcze nie widziałem (mimo że moje wszystkie poprzednie również były bez zarzutu). Zapewne zaleta garażowania. Badanie sprawności tłumienia drgań wszystkich kół wzorowo (na pewno pomogły koła 16"), zawieszenie sztywne. Całe wyposażenie, za wyjątkiem gniazda zapalniczki, sprawne.
Co do samego wyposażenia to ogólnie szału nie ma
Biedaradio, to bez aux. Automatyczne wycieraczki i światła (halogenowe), fabrycznie przyciemniane tylne szyby. Panele z ryflowanego aluminium. Wg VIN to wersja exclusive, czyli odpowiednik naszego distinctive.
Plusy przeważyły nad minusami. Stwierdziłem, że nie będę się uganiał za sedanem - szalę przechylił stan techniczny tego egzemplarza, także fakt, że został już zarejestrowany w kraju, więc po krótkich negocjacjach stałem się jego posiadaczem.
Podróż do domu minęła przyjemnie, mimo że po porządnym rozgrzaniu silnika na postoju usłyszałem to, czego się obawiałem - znajome grzechotanie spod maski. Nie wiem, czy sprzedający zataił to przede mną, czy rzeczywiście nie wiedział - uznałem, że do przełknięcia.
Pierwotnie wątek miał mieć tytuł "Zaufałem handlarzowi...", stwierdziłem jednak, że mógłby zostać źle odebrany. Nie mam pretensji do osoby, która sprowadziła do kraju i podpicowała przed sprzedażą mój egzemplarz, ponieważ w ogólnym rozrachunku jestem zadowolony z zakupu.
Tak więc autko w moim posiadaniu od 30 października
Póki co nie mam za bardzo czasu na dopieszczanie, ale planów mam sporo i będę starał się je realizować, choć może to trochę potrwać.
W pierwszej kolejności zająłem się czyszczeniem wnętrza - plastiki i deska zajęły mi prawie 4 godziny! Musiałem wszystkie kratki zdemontować i porządnie odtłuścić. Wnętrze oddam do prania, z uwagi na porę roku będzie to dopiero na wiosnę.
Wymieniłem też rozrusznik, ale ten drugi okazał się być w tylko trochę lepszej kondycji - w tej chwili jedzie już do mnie nowy. 330 zł nie majątek. Obawiam się, że również przyjdzie mi wymienić akumulator. Mimo naładowania i sprawności 77%, pojemność 63Ah jest chyba zbyt mała i też może wpływać na jakość rozruchu. Do tego wiadomo, wpadną na pewno nowe świeczki i co tam wyjdzie po drodze. W tym przypadku nie będzie inaczej - będę starał się dokumentować tutaj historię serwisową, więc sukcesywnie pojawi się więcej zdjęć. Póki co zamontowałem jeszcze wideorejestrator.

Aktualny przebieg 146276 i nadal rośnie

Milosc od pierwszego wejrzenia - 1.9 JTDm
Benzynowe szaleństwo - 2.2 JTS
Księżniczka Turbobenzina
3.2 JTS Nero Oceano
Po sprzedaży ostatniej dziewiątki miałem krótki epizod... coś mi odwaliło znaczy i zachciało mi się SUVa.

Nie żeby coś. Chevy to świetny wóz wielozadaniowy. Pojemny, wygodny amerykański truck - niebawem na sprzedaż. Zwyczajnie nie mogłem się przekonać do jazdy tego typu autem. Niezwykle użytkowe, jednak nie nadaje się na trasy (plus awersja drugiej połówki z powodu "bo brzydki"). Posiadanie trzech aut w moim gospodarstwie domowym jest ekonomicznie nieuzasadnione i tęsknota za Alfą zwyczajnie wzięła górę.
Czaiłem się ze dwa miesiące przeglądając ogłoszenia i rozważając za oraz przeciw zakupowi 2.0 JTDm (którego jeszcze nie miałem, jednak ostatecznie nie przekonałem się do diesla) albo wersji silnikowej, do której mam największy sentyment spośród dostępnych w 159 jednostek benzynowych. Główny warunek był jeden: polift. Poboczne to wersja nie-Ti (nie chciałem skórzanej tapicerki ani sprężyn obniżających) oraz sedan. Rynek po części te zachcianki zweryfikował. W przypadku poliftowych 2.2 naprawdę nie ma w czym wybierać, dlatego zdecydowałem się na oględziny Sportwagona. Przed przyjazdem do Jarocina odbyłem z R. (imię sprzedającego) kilka rozmów telefonicznych, dowiedziałem się co nieco o stanie technicznym pojazdu. Trafił się wolny weekend, który chciałem wykorzystać na podróż i oględziny samochodu. Niestety przez kilka dni nie udało mi się znaleźć nikogo z Jarocina, kto byłby w stanie podjechać i obejrzeć auto. Zorganizowałem tylko raport na podstawie VIN i zdecydowałem się na podróż 650 km, mając wspomniany raport oraz słowa - R. był pewny oferowanego wozu, nie przejawiał chęci wysłania lepszych jakościowo zdjęć - kilka dodatkowych otrzymałem, nie powiem żeby się do nich przyłożył. Było więc to z mojej strony pewne szaleństwo, które jakby nie było, opłaciło się.
Żeby było zabawnie, pierwsze wrażenie nie było zbyt dobre. Dotarłem na miejsce przed 8 rano. Auto było zaparkowane na ulicy i zanim sprzedający do mnie wyszedł, zdążyłem "oblecieć" auto wizualnie oraz miernikiem grubości lakieru. Malowana maska i przedni zderzak - o tym zostałem poinformowany wcześniej. Zderzak niezbyt starannie, auto opuściło Niemcy z pękniętym zderzakiem poniżej scudetto. Zderzak został sklejony, zatem wymagał lakierowania. Dodatkowo musiał zostać wyposażony w nowe scudetto oraz jedną nerkę. Maska została polakierowana z powodu odprysków, podobno. Zastanawia mnie tylko warstwa 300 mikronów na całym dachu... Podejrzewam, że też malowany w PL, ale sprzedający udawał zdziwionego. Dodatkowo całe auto zostało przepolerowane, co zniwelowało większość rys i niedoskonałości. Wizualnie oceniam auto z zewnątrz na 4, wygląda bardzo w porządku. Na plus też wszystkie nadkola, zaślepki, osłony są i są całe.
"Wnętrze jak na swój wiek super" usłyszałem wcześniej przez telefon. Wsiadłem na fotel kierowcy i pierwsze wrażenie: "Nosz kur... gość chyba nie widział zadbanego wnętrza" (tekst "jak na swój wiek" brzmi jak slogan mirka handlarza z Radomia). Mając w pamięci wnętrza moich poprzednich dziewiątek, byłem zawiedziony. I zaskoczony tym, że osoba hobbystycznie zajmująca się sprzedażą wyłącznie samochodów naszej marki, nie dba o takie "szczegóły" jak czystość wnętrza oferowanego pojazdu. Plastiki, kratki nawiewów dosłownie lepiły się od brudu - to miało największy wpływ na pierwsze negatywne wrażenie. Do tego mocno porysowany panel kierownicy oraz pognieciony panel wokół drążka zmiany biegów - te elementy z pewnością wymienię.
Silnik trochę ciężko odpalił, słychać było, że rozrusznik nie ma siły porządnie zakręcić - od razu usłyszałem, że dostanę drugi rozrusznik. Po uruchomieniu silnik pracował bez zarzutu, cicho. Pod maską sucho i czysto, większość śrub nie nosi śladów odkręcania. Znalazłem karteczkę z ostatniej wymiany oleju z czerwca 2021 roku - 5W30. Co to za pomysł??! Poza tym nie było żadnych niepokojących odgłosów ze strony rozrządu czy skrzyni. O pracę skrzyni wcześniej dwukrotnie pytałem sprzedającego. W moim poprzednim 2.2 skrzynia grzechotała na jałowym, popularna przypadłość M32 z tym silnikiem. Niegroźna, ale irytująca.
Krótka podróż na pobliską stację kontroli pojazdów pozwoliła mi nieco ochłonąć. Kierownica czysta i z symbolicznymi przetarciami, zapewne po niemiecku miała na sobie pokrowiec
Co do samego wyposażenia to ogólnie szału nie ma
Biedaradio, to bez aux. Automatyczne wycieraczki i światła (halogenowe), fabrycznie przyciemniane tylne szyby. Panele z ryflowanego aluminium. Wg VIN to wersja exclusive, czyli odpowiednik naszego distinctive.
Plusy przeważyły nad minusami. Stwierdziłem, że nie będę się uganiał za sedanem - szalę przechylił stan techniczny tego egzemplarza, także fakt, że został już zarejestrowany w kraju, więc po krótkich negocjacjach stałem się jego posiadaczem.
Podróż do domu minęła przyjemnie, mimo że po porządnym rozgrzaniu silnika na postoju usłyszałem to, czego się obawiałem - znajome grzechotanie spod maski. Nie wiem, czy sprzedający zataił to przede mną, czy rzeczywiście nie wiedział - uznałem, że do przełknięcia.
Pierwotnie wątek miał mieć tytuł "Zaufałem handlarzowi...", stwierdziłem jednak, że mógłby zostać źle odebrany. Nie mam pretensji do osoby, która sprowadziła do kraju i podpicowała przed sprzedażą mój egzemplarz, ponieważ w ogólnym rozrachunku jestem zadowolony z zakupu.
Tak więc autko w moim posiadaniu od 30 października
Póki co nie mam za bardzo czasu na dopieszczanie, ale planów mam sporo i będę starał się je realizować, choć może to trochę potrwać.
W pierwszej kolejności zająłem się czyszczeniem wnętrza - plastiki i deska zajęły mi prawie 4 godziny! Musiałem wszystkie kratki zdemontować i porządnie odtłuścić. Wnętrze oddam do prania, z uwagi na porę roku będzie to dopiero na wiosnę.
Wymieniłem też rozrusznik, ale ten drugi okazał się być w tylko trochę lepszej kondycji - w tej chwili jedzie już do mnie nowy. 330 zł nie majątek. Obawiam się, że również przyjdzie mi wymienić akumulator. Mimo naładowania i sprawności 77%, pojemność 63Ah jest chyba zbyt mała i też może wpływać na jakość rozruchu. Do tego wiadomo, wpadną na pewno nowe świeczki i co tam wyjdzie po drodze. W tym przypadku nie będzie inaczej - będę starał się dokumentować tutaj historię serwisową, więc sukcesywnie pojawi się więcej zdjęć. Póki co zamontowałem jeszcze wideorejestrator.

Aktualny przebieg 146276 i nadal rośnie










